Znalazła się tam przypadkiem. Tak naprawdę wcale miało jej tam nie być.
Usiadła w ostatnim rzędzie bo podobno stamtąd jest najlepszy widok ale nie była sama…z gromadą przyjaciół przyszli by dobrze się bawić…i bawili. Przez 2 godziny uśmiech nie schodził im z twarzy.
Był też On.
Znała go wcześniej z widzenia lecz nie robił na niej specjalnego wrażenia…przystojny, miły lecz niedostępny. Fajnie było po prostu popatrzeć.
Po upływie 2 godzin nie sądziła, że ich drogi zejdą się ponownie.
Ot zwykła impreza, piwko…zwane potocznie ‚after party’.
Czas mijał przyjemnie…niekończące się rozmowy, w tle słychać było śmiech. Atmosfera była niezwykle miła…ale co dobre wszystko się kończy…
Wymienili się numerami z nadzieją na dalsze podtrzymywanie kontaktu.
Nadszedł czas pożegnania. Nie było to zwykłe cześć…żegnali się jak najlepsi przyjaciele.
Ich drogi się rozeszły. Każdy ruszył w swoją stronę.
Jednak kontakt utrzymywali. Masa smsów…rozmów telefonicznych o 5 nad ranem tylko po to by usłyszeć Jej głos bo to on urzekł Go w Niej najbardziej.
Nie było w tym miłości tylko zwykła przyjaźń…oboje tak uważali i oboje tak do tego podchodzili. Było po prostu miło. Rozmowy z Nim były dla Niej oderwaniem od codzienności…dla Niego również.
Mijały dni, tygodnie, miesiące…minął rok.
Od pierwszego spotkania nie widzieli się ani razu ale nie tęsknili za tym. Mimo wszystko też przed tym się nie bronili.
Nadarzyła się okazja…to był październik…mimo jesieni było dość ciepło. Spotkali się w nocy – praktycznie nad ranem. Ona wracała z pracy On również.
Nie było to jednak przypadkowe spotkanie. On był akurat w mieście przejazdem.
Spotkali się na mieście – po drodze kupi alkohol. Tak na rozluźnienie atmosfery i miłą pogawędkę. Poszli do niej. Rozmawiali długo, wspominali cały poprzedni rok, opowiadali co słychać u każdego i co się u nich zmieniło.
Atmosfera była coraz milsza.
Poniosło ich, chociaż w głębi duży oboje tego chcieli.
Po wszystkim długo rozmawiali aż zastał ich świt.
Niestety czas biegł nieubłaganie i trzeba było się rozstać.
Ich drogi ponownie się rozeszły.
Tak naprawdę nie wiedziała o Nim nic. Tylko tyle co sam jej powiedział, a i nie wnikała, nie drążyła. Wierzyła mu i ufała. Nie byli parą więc nie czuła potrzeby wiedzieć o nim więcej ale też uważała, że nie ma do tego prawa. Bo w końcu każdy może mieć jakieś tajemnice.
Jego odkryła parę dni później. Przypadkiem, dzięki przyjaciółce.
Miał żonę, małe dziecko – zabolało ją. Poczuła się oszukana, chociaż nie powinna. Nie pytała o to, nie chciała wiedzieć więc nie powinno jej być z tym źle…jednak było.
Postanowiła zerwać z nim kontakt, nie chciała być tą trzecią, rozwalać małżeństwa, rodziny. Nie chciała, nie była taka. Nie sądziła, że nie będzie to takie łatwe.
Minęły dwa tygodnie. Nie czuła się najlepiej. Miała dziwne przeczucia.
Zrobiła test – pozytywny.
Te dwie kreski zmieniły jej życie na zawsze.
Miała mieszane uczucia. Nie wiedziała czy się cieszyć czy smucić. W głębi duszy pragnęła być matką, mieć dziecko ale nie w takiej sytuacji, nie z nim.
Długo wahała się czy mu powiedzieć. Odważyła się. Jego reakcja ją zaskoczyła – pozytywnie. Spodziewała się wyparcia całego zdarzenia, on przyjął to nad wyraz spokojnie. Wspierał ją.
Miał jednak swoje warunki. Będzie pomagał jednak nikt nie może dowiedzieć się, że jej ojcem.
Był po części osobą publiczną więc rozgłos mu niepotrzebny.
Jej takie rozwiązanie pasowało. Sama też nie chciała by wyszło to na jaw bo kto jej uwierzy, że nie wiedziała o żonie i dziecku. Byłaby tą trzecią, tą złą, tą co rozbija rodzinę. Nie chciała tego.
Ciąża przebiegała spokojnie. Spotkali się parę razy. On pytał jak się czuje, czy jej czegoś nie potrzeba. Był miły, dbał o nią ale wszystko to w ukryciu. Obojgu pasowało takie rozwiązanie.
Mijały dni. Nie czuła się źle, ciąże znosiła bardzo dobrze. Zaniepokoił ją jednak fakt, że miała mały brzuszek. Wszyscy mówili, że taki zgrabny…po porodzie będzie miała płaski brzuch. Ją jednak coś niepokoiło.
Na kolejnej wizycie u lekarza…tuż przed samym porodem odkryto komplikację. Dziecko dostawało niedostateczną ilość tlenu i substancji odżywczych.
Była pod fachowa opieką, lekarze zapewniali, że wszystko będzie dobrze jednak poród trzeba przyspieszyć bo środowisko mu nie sprzyja do dalszego rozwoju.
To był 37 tydzień więc ciąża teoretycznie donoszona. Strach jednak był.
Podłączono ją do KTG, wszystko było w porządku. Dostała kroplówkę i miała czekać.
Zaczęło się, poczuła ból…z czasem coraz mocniejszy. resztę pamięta jak przez mgłę.
Nagle usłyszała krzyk a raczej delikatne kwilenie. Nie było to czego się spodziewała. Przez ułamek sekundy dojrzała maleńkie ciałko. Sine…oczka zamknięte. Nie płakało.
Zaczęło się zamieszanie…niewiele pamięta.
Dziecko zabrano, powiedziano jej, że stan jest ciężki.
Nie wiedziała co ma czuć i myśleć.
Po paru godzinach zobaczyła swoje dziecko podpięte do aparatury…mnóstwo kabli, rurek…nie wiedziała do czego służą…nie wnikała. nie to było dla niej najważniejsze. Była w szoku. Nie tak miało być.
Miała tulić je w ramionach, karmić, przewijać. Cieszyć się, że jest.
Po chwili zaczęło się najgorsze. Odezwała się cała aparatura. Więcej nie widziała, wyproszono ją z sali.
Przerażona stała bez ruchu, nie wiedziała ile czasu tak stała.
Oprzytomniała gdy wyszedł do niej lekarz.
Nie musiał nic mówić…widziała to w jego oczach. Osunęła się na ziemię…nie pamięta nic.
Obudziła się na innym oddziale. Miała wrażenie, że to tylko zły sen, że dziecka nigdy nie było, że sobie to wszystko wyśniła.
Rzeczywistość sprowadziła ja na ziemię.
Zadzwonił On.
Nie wiedział o całej sytuacji, musiała mu powiedzieć. Przez łzy opowiedziała mu wszystko.
Słuchał jej w milczeniu. Tak naprawdę nie wiedziała co wtedy czuł, nie widziała jego reakcji..
Mówił, że to niemożliwe, że nie dociera do niego ta informacja. Mimo najszerszych chęci nie wierzyła mu. Była zła na cały świat, na Niego również.
W jednej chwili jej świat się zawalił.
Dla Niej to był koniec…
Dla Niego też…ale problemu – tak myślała.
Nie ma dziecka problem zniknął, jednak tak naprawdę nie wiedziała co on czuł, nigdy nie wracali do tematu. Unikali go jak ognia.
Utrzymywali kontakt jednak coś w nich pękło. W Niej i w Nim. To już nie była ta sama przyjaźń. Z dniem śmierci ich córki skończyło się wszystko.
Nie byli już tymi samymi ludźmi. Ich drogi się rozeszły. Czasem zamienią parę słów przypadkiem, w sieci…jednak na temat tego co ich połączyło – i zarazem rozdzieliło- nie rozmawiali nigdy.
Tamto lato zmieniło ich życie na zawsze.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz